Być może nie będziesz w stanie tego rozpoznać pod kombinezonami i fartuchami, ale ci ludzie trzymający balony na paradzie z okazji Święta Dziękczynienia Macy's są naprawdę niezłe. Suzanne Lippe powinna wiedzieć; po tym, jak od dziecka marzyła o byciu osobą obsługującą balony, w zeszłym roku w końcu skreśliła to ze swojej listy życzeń – ale wcześniej uczęszczała na liczne zajęcia obozy szkoleniowe .
Aby zostać operatorem balonów, trzeba spełnić rygorystyczne wymagania fizyczne. W końcu duże balony uciągną od 300 do 500 funtów, a opiekunowie muszą je poprowadzić przez 4,5-kilometrowy spacer po Manhattanie.
Były osoby, które nie były w stanie dotrzymać kroku szkoleniu, mówi Suzanne. Ci, którzy nie wykazali się odpowiednią wytrzymałością podczas treningów, nie byli w stanie pomóc w tym ważnym dniu.
Mam czarny pas w karate, studiuję Krav Magę i dużo ćwiczę, więc jestem w całkiem dobrej formie, mówi Suzanne, która zauważa, że jej poziom sprawności zdecydowanie pomógł jej w procesie selekcji (trzeba też być wolontariuszem Macy's lub zostać sponsorowanym, aby przejść balonem). Jednak Suzanne twierdzi, że nawet biorąc pod uwagę regularne ćwiczenia, obsługa balonu była wyczerpująca.
Zespół projektowy platform medialnych
Oprócz tego, że są odpowiedzialni za zakotwiczenie balonów, niektórzy opiekunowie muszą dużo biegać. Podczas skręcania za róg opiekunowie na zewnątrz muszą biec, podczas gdy ci wewnątrz stoją w miejscu, co pozwala balonowi obracać się na ciasnych rogach ulic Nowego Jorku. Suzanne zdecydowała się pozostać na zewnątrz. W końcu, jeśli miała wziąć udział w paradzie, chciała dać z siebie wszystko.
W ostatnie Święto Dziękczynienia Suzanne obudziła się o 3:30 rano, udała się we wskazane miejsce, odebrała kostium i przygotowała się do niesienia niesławnego balonu Ronalda McDonalda.
Po zakończeniu parady pozostało jeszcze ostatnie zadanie, które Suzanne określa jako męczące: opróżnienie balonu. Na wszystkich balonach znajdują się naszywki na rzepy, które zakrywają dysze i należy rzucić się na balon, aby wypchnąć hel, uważając, aby twarz nie znalazła się na drodze wychodzącego powietrza. Wiele osób zdecydowało się nie brać w tym udziału” – mówi Suzanne. – Ja nie. Myślę, że to część zabawy.
Zastanawiając się nad tym doświadczeniem, Suzanne nie jest w stanie wskazać jednego konkretnego elementu, który był najbardziej wyczerpujący. Najtrudniejszą częścią była koordynacja tego wszystkiego jednocześnie” – mówi. „Chodzenie, wiedza, kiedy biec, poruszanie się po linach – trzeba być świadomym wszystkiego na raz. A mimo to opiekunowie nadal machają i uśmiechają się do tłumów.
Bardzo chciałabym zrobić to jeszcze raz, ale sama świadomość, że mi się to udało, jest jak spełnienie dziecięcego marzenia” – mówi. To było bardzo surrealistyczne.
--
Allison Klibanoff jest starszą redaktorką w CóżNo cóż , gdzie pisze o podróżach i wellness.







