Żonaci mężczyźni zastanawiają się, czy kiedykolwiek skorzystaliby z „przepustki do sali”

Relacje

Raz zdradziłem dziewczynę. Poniekąd. Technicznie rzecz biorąc, zerwaliśmy tydzień wcześniej. Skąd miałem wiedzieć, że pogodzimy nasze różnice? Nie zrobiłem tego, oto jak. Więc przespałam się ze starym romansem z liceum, a kiedy wróciliśmy do siebie z byłym, pogrzebałam wspomnienie mojej pseudoniewierności w jakiejś starej, zakurzonej szafie psychiatrycznej. Nigdy nic na ten temat nie mówiłem.

To właściwie nie jest oszustwo, prawda? Nie czułem, że tak jest. Mimo wszystko czułam się winna. Dlaczego? Można argumentować, że stało się tak dlatego, że tak szybko wskoczyłem do worka z inną kobietą – i prawdopodobnie masz rację. Nie do końca jest to pochlebne dziewczynie, z którą się spotykałem. Myślę jednak, że za moim poczuciem winy kryje się coś innego. W większości związków ludzie próbują udawać, że nie potrafią sypiać z innymi ludźmi. To subtelna forma odgrywania ról, którą cały czas odtwarzamy – ta stara, mam tylko oczy na ciebie, cholera. Sypiając z inną kobietą podczas przerwy w związku, złamałem charakter. Miałam oczy (i nie tylko) na kogoś innego.



Poza tym jestem wierny w swoich związkach. Jednak refleksja nad tym doświadczeniem daje mi do myślenia: pomimo wszystkiego, co robimy, aby je okiełznać, nasze popędy seksualne są silnymi i tajemniczymi siłami. O ile wiem, moi znajomi żonaci są całkowicie oddani swoim żonom. Ale czy gdyby otrzymali wyraźne pozwolenie, czy zbłądziliby? Postanowiłem zapytać, czy ktoś z nich kiedykolwiek skorzysta z tzw. „przepustki przedpokojowej”.



Tak, użyłbym przepustki do hali. I ja też bym taki dał. Dlaczego? Ponieważ prawdziwa miłość i wzajemny szacunek oznacza, że ​​można dać coś, co nie ma nic wspólnego z wygodami i normami społeczeństwa. —Brian M.

' Skorzystałbym z przepustki do hali. Ja też bym dał.



Osobiście pomysł przepustki do holu wydaje się większym problemem psychologicznym, niż jest tego wart. Po prostu nie ma wystarczającej wypłaty – wolę być z kimś, kogo znam i któremu ufam. Dzięki temu jestem zrelaksowany. Co dziwne, nie mam nic przeciwko pomysłowi przepustki dla mojej żony… teoretycznie. Nie mam pojęcia, jak poradziłbym sobie z tym w praktyce, ale gdyby o tym wspomniała, nie sądzę, żebym wpadł w panikę. Bardzo zależy mi na tym, aby te rozmowy były bezpieczne i jeśli zajdzie taka potrzeba, przekroczylibyśmy ten most. —Maks T.

„Co dziwne, nie mam nic przeciwko pomysłowi przepustki dla mojej żony… teoretycznie”.

Gdyby moja żona zaproponowała mi przepustkę do hali (czego by nie zrobiła!), musiałbym odrzucić tę ofertę. Choć brzmi to fajnie, staram się spojrzeć na to przez dwustronny obiektyw: jak bym się czuł, gdyby ona spała z kimś innym? Wierzę też, że po tym całym szaleństwie czułbym się winny. Po prostu nie widzę, jak mogłoby to się dobrze zakończyć. Gdy zdarzy się to raz, można poczuć potrzebę kolejnych. Wygląda na stresujące! —Kyle’a R.



„Po prostu nie widzę, jak mogłoby to się dobrze zakończyć”.

Przepustka do hali? To absurdalnie naładowana oferta, która może wiązać się z lawiną konsekwencji. Osobiście nie wziąłbym, bo nie chciałbym dać. Jeśli jesteś z kimś, z kim chciałbyś spędzić resztę życia, ryzyko, że przepustka do pokoju wysadza w powietrze twój związek, nie wydaje się tego warte. —Matt A.

' Osobiście nie wziąłbym, bo nie chciałbym dawać.

Bez nadmiernego analizowania, moja pierwsza odpowiedź brzmi: tak, zaakceptowałbym przepustkę do hali – ale nie byle jaką. Jak urocza scena z komedii romantycznej lub Przyjaciele , musiałoby to być z jakąś gwiazdą lub czymś w tym rodzaju. Wiesz, może Olivia Wilde albo Jennifer Lawrence. Nie tylko mój współpracownik z smokeshow czy nasz wspólny znajomy z zabójczym ciałem. O wiele łatwiej byłoby odłączyć stronę emocjonalną, gdyby była to gwiazda, której nigdy więcej nie zobaczę. I odwrotnie, myślę, że mógłbym się zgodzić, dając jej tę samą swobodę – ale znowu, nie z nikim, kogo znamy. Choć wątpię, żeby w najbliższym czasie spotkała Ryana Goslinga. A może powinniśmy z żoną po prostu spróbować odgrywać role celebrytów! —Antoni S.